A W Glosnikach Bonobo…

Tak sobie siedze i slucham dzisiaj (bonobo), nie nasluchuje, lecz slucham i rozmyslam. 8 lat od kiedy mam ten blog, 8 lat historii mojego zycia. Od momentu totalnej niewiedzy o doroslym swiecie do bycia w pelni samodzielnym i to w innym kraju. Od marzen do ich realizacji. Te 8 lat minelo jednak tak szybko. I co? I w relacji „blog-ja-goscie” zostalem tylko ja i tasta i albo nikt wiecej czasami. I wlasciwie to nie wiem czy mnie to jakos specjalnie obchodzi, to ze nikt mnie nie odwiedza. Pisze bo jestem. Pisze bo lubie.

Nowa praca, nowi ludzie, nowe miejsca. Tylko nie pachnie nowoscia. Jest inaczej, psyhicznie lepiej jakos. Umyslowo.

Nowy zakup, dzisiejszy – bonobo „black sands”. No nie moge sie oderwac od glosnikow. Moj pierwszy zakup cyfrowy, zawsze uwazalem ze jak sie kupuje plyte to taka prawdziwa, z pudelkiem i krazkiem w srodku, nie jakies tam download (a bron cie nielegalny!). Niestety teraz sie pokusilem, taka sama cena a nie musisz sie fatygowac do sklepu (zwlaszcza ze niedziela). No i dziwnie sie z tym czuje. Moja polka z 500+ CD sie nie powiekszyla w objetosci, za to pamiec w laptopie tak. Hm… W sumie i tak zaraz po zakupie normalnie zgrywam to do laptopa, iPoda itp., a pudelko lezy i sie kurzy. Lecz wciaz… Odbiegajac od tego, plytka jest po prostu
            FANTAZJA!                                                   

                                  Niebo!

                                      Bomba!
I tak se siedze i slucham. I nawet posprzatalem troche dzisiaj. Pogoda do „siedzenia w domu” za oknem.

Spadam

It`s Hard To Be Strong When The Road Is More Than A Million Miles Long…

Chwile zwatpienia, przemyslen, wspomnien i pytan. Pytan o droge, samego siebie. Zmeczenie nie ma glosu, nigdy nie mialo. Isc do przodu wbrew wszystkiemu, wiedzac ze to jedyny sluszny ruch. Rezultat. Daleka droga. Chce odpoczac. Nie fizycznie. Psyhicznie. Uciec choc na chwile. W moje dawne miejsce. Miejsce ktorego juz od lat nie ma. Widocznie nie mam wyjscia. Musze wstac i isc, biec, do przodu, ciagle do przodu.

Sing…

Faktycznie bardzo dawno mnie tu nie bylo, zalatany jak pilot przy samolocie hehe. We wtorek jade do Polski, wizyta – dentysta, no i przy okazji troche odpoczac od tej metropolii. Londyn w koncu zaczal nabierac barw, slonce i wogle ogolnie fajnie.
Rzucam swoja full time job, nie mam czasu na nic doslownie, 24godziny na dobe zapchane grafikiem. Narazie jestem na holiday`u, potem wracam do pracy na tydzien i znowu wolne. Pod koniec kwietnia Wenecje ze znajomymi. Czerwiec Grecja i slub w Polsce (nie moj! hehe). Spiewam, znowu, tym razem juz pelna para. Nagrywm demo latem, no i zobaczymy jak tam to sie potoczy. Kolejna zmiana image`u, blond i zielone szkla kontaktowe :)
Tymczasem wczoraj bylem na bardzo fajnej imprezie na wsi poza Londynem, spoko napawde bylo. Dzisiaj lazy sunday all day. Od rana slonce nawala cala sila a w glosnikach Cafe Del Mar i Ministry Of Sound: Chilled. Blogo….

http://www.last.fm/music/lucas+gil – oto moja stronka jako artysty na last.fm

http://www.facebook.com/lucasgil – facebook! (gdzie to bywam codziennie)

And There Is The Sun Again…

Slyszalem ze w Polska snieg padal, a u nas slonecznie tak ze mozna smialo w krotkim rekawku chodzic! Ale w nocy za to nie ciekawie, hehe. Tak wiec juz niecale 3 tygodnie do moich upragnionych wakacji, nie moge sie doczekac. Z drugiej zas strony, kompletnie jestem nie przygotowany ani nie nastawiony jakos. Ciagle zalatany i malo czasu dla siebie, takze znajac mnie to sie bede pakowal na kilka godzin przed odlotem, hehe, no i sie pewnie napije przed, chociaz rekami i nogami sie zapieram ze sie wyspie i nie bede pil dzien wczesniej, a zeby zaleciec trzezwy i rzeski. Zobaczymy jak to wyjdzie. Plusem jest to ze lece tylko pare godzin, nie jak do NYC – 10. To bylo cos, na totalnym kacu, prosto z imprezy na lotnisko w stanie jeszcze wskazujacym, no i przechodzenie przez imigracje i te sprawy, stresujace bylo. Nie chce znowu w takim stanie leciec. Tylko ze jest jeden problem, lece 1go Listopada z samego rana (o 6tej musze byc na lotnisku), a 31, wiadomo, Halloween! No i impreza na calego. Postaram sie nie napic jednak, hehe.
Mialem ostatnio szanse zagrac w teledysku pewnej znanej osoby, agencja moja mi zalatwila, wreszcie cos sie ruszyli, ale filmowanie bylo odwolane, przelozone na ta sobote, ktora mam juz zajebana po brzegi, nie wiem czy mi sie uda wyrwac te kilka godzin, zwlaszcza ze to drugi koniec Londynu, dojaz przynajmnie z 2 godziny by mi zaja. Az kurwa nie wiem co z tym robic. Jedno z moich zdjec wyladowalo w czasopismie (kurwa biuletynie, ale zawsze to cos), no i ladne te zdjecie, sie postarali. Duzo kastingow, codziennie jakis mail albo telefon, ale kurwa sie przeciez nie rozerwe. Zawsze bad timing!
Dzisiaj odkurzylem swoja gitare i sie mi znowu zachcialo grac :)
Fotografia szla dobrze, do czasu gdy to 2 dni temu ni z gruszki ni z huja mi sie aparat spieprzyl, polamal, rozlecial. Dzisiaj spedzilem dobrych kilka godzin na necie w poszukiwaniu nowego, jak bym nie mial na co kasy wydawac. 2 tygodnie i £1000 zniknelo z mego konta, jak zwykle, kurde kasa mnie sie tak nie trzyma ze ja pierdole.
A dzisiaj wolne, caly dzien w domu, telefon wylaczony, messanger tez, na facebooku offline, i chill out, totalny, na sloncu. Ech… Rozpusta :P
Twitter znowu wrze, bo to co rusz cos sie dzieje w swiecie slawnych i bogatych. Kazdy gadal o Patricku Swayze, potem ten gosciu z BoyZone, teraz Leona Lewis boksa dostala od anty-fana jak ksiazke swoja podpisywala. Takie wielkie halo ze ja pierdole.
Gadalem wczoraj z Tila Tequila (nie wiem czy ktos kojarzy) przez twitter o teorii spiskowej, ok, spoko, ale ta kobieta jest chyba uzalezniona od twitter`a, non stop, 24/7 napierdala. Wyluzuj.
Myslalem zeby sie odezwac do Paris Gold, projektantki ktora poznalem przy pierwszej profesjonalnej sesji, no i potem na VIP party, wiem ze ma swoja agencje, moze juz czas zeby wreszcie cos sie z tym ruszylo hm?
Poza tym to nowy image, znowu, kto ma mnie na facebooku to pewnie juz widzial :)
Dora spadam, koniec tego pierdolenia, hehe, kurwa jak dzisiaj bluzgam jakos ostro ;P
Ide na szlugaaaaa…..

A to bardzo gleboki utwor:

Rain…

Na zewnatrz leje, caly dzien, i zimno, taki typowy dzien ze jak masz wolne to sie nigdzie z domu nie ruszasz. No i tak wyszlo ze mam dzisiaj wolne, skancelowalem wszystkie plany i nie ruszam sie z domu. Kawa, herbata, internet, TV, potem jakis obiad, film i wino… Taaaa….
Kupione juz bilety na moje najblizsze wakacje – 1 do 13 listopada do Polski, potem na 3 dni do Dublina (Irlandia). Postanowilem troche przystopowac z tym moim podruzowaniem non stop, wiec w tym roku juz nigdzie wiecej sie nie bede ruszac. Brazylia i Tokyo w nastepnym roku.
Nie wiem nawet co pisac dzisiaj, taki jestem zrelaksowany i leniwy, ech… ;p

Changes, Again…

Zmiana planow, Tokyo odpada, niestety, a tak sie nie moglismy doczekac. Kariera wzywa!
Polska – 2 tygodnie na poczatku pazdziernika, potem praca i praca. Brazylia i Rio mialo byc w lutym, nie wiem teraz czy to wypali. There`s time to work, there`s time to play :)

Here Comes The Summer Sun…

Tak, nie bylo mnie tu troche czasu, faktycznie. Taki ostatnio zalatany jestem. Ok, od czego tu zaczac. Zmiany, zmiany, zmiany. Przeprowadzka, juz na nowym miejscu, czuje sie swietnie, widocznie bylo mi to potzrebne. Ekscytacja nowym miejscem i wogole super. Praca stala sie codziennoscia, nudna codziennoscia. Lubie pracowac za barem, ale przez ostatnich kilka miesiecy jestem zadny zmian, zmain totalnych w calym moim zyciu. Kolejna sesja za mna, sesja fotograficzna oczywiscie. Vogue, tak, sesja od Vogue`a ale nie dla Vogue`a. Super, w plenerze. Zdjecia wyszly boskie, hehe :). Rozsylam swoje portfolio codziennie do roznych agencji liczac ze ktoras wielka do mnie odpisze. Jestem juz z trzema ale kasy na razie nie widac. Tak to jest jak sie jest jednym z 1000a. Ale teraz juz wiem ze tam za rogiem czeka na mnie cos wielkiego. Nawet jesli nie czeka to i tak to dogonie i dorwe i bede kims o kim sie bedzie pisalo w prasie :). Nie robie tego z pragnienia slawy, ale wiem ze to nieodlaczne od tego co chcem robic. Poza tym nie mam nic przeciwko temu. Spiewanie, aktorstwo i modeling, taka ot to kombinacja tego co umiem i robie. W lipcu jade do Polski, pierwszy raz od ponad 4 lat! Jezu, nie wiem czego oczekiwac. Slub mojej znajomej, zeby nie to to bym pewnie znowu odwlekal ten wyjazd do ojczystej ziemi, hehe ;P. W grudniu Tokyo, razem ze Shizma. Jej! Cape Town odpada w tym roku, nie mam czasu. Miami byc moze w listopadzie, przy sprzyjajacych wiatrach! Zadnych romansow ani nic w tym stylu, przynajmniej na razie, czuje sie dobrze jako single, nie chce nikogo przy mnie narazie. Chcem pozyc swoim zyciem i ambicjami tylko dla mnie, to moj czas…


  • RSS